wtorek, 29 maja 2012

Lendler


        Ciężkie krople deszczu odbijały się echem od ogromnych wiekowych okien. Żarzące się w kominku płomienie obrzucały całe pomieszczenie swoim nikłym, acz przyjemnym światłem.  Meble stylizowane na te jeszcze sprzed wojny secesyjnej, stos książek ułożony nieopodal... Iście sielankowa i jakże romantyczna aranżacja. Brakowało jedynie starego jazzu w tle, aby dopełnić ten obraz.
        Niestety, zamiast przyjemnych dla ucha melodii, usłyszeć można było brzęk grubych łańcuchów połączony z cichym pomrukiem niezadowolenia.
-Budzi się – głos stojącego na uboczu bruneta sprawił iż prawie wszyscy obecni zwrócili swoje spojrzenia na Nią. Na właścicielkę burzy poplątanych, brązowych loków, rozchylonych delikatnie bladoróżowych warg, alabastrowej karnacji i sporej blizny na swojej szyi. Subtelnie zmarszczone brwi świadczyły o próbie stłumienia bólu głowy, który tak nagle ją naszedł. Minimalna wiązka leczniczej magii została puszczona w kierunku źródła tych niedogodności. I niemalże w tej samej chwili jej cała moc została zablokowana.
Zaciśnięcie szczęk, a następnie rozchylenie powiek. O tak.. Zdecydowanie się obudziła.
         Granatowe, przypominające kłębiące się za oknem chmury oczy rozglądały się dookoła w poszukiwaniu czegoś, co zakłócało jej magię. Salvatore numer jeden, Salvatore numer dwa... Katerina. I jeszcze jedna. Nie, coś tu nie pasowało... Ale nie to było jej największym problemem. Chociaż... Gdzie się ona pojawiała, tam wszystko się komplikowało. Powtórka z rozrywki? Prawdopodobnie.
          Wtedy dostrzegła siedzącą poza kręgiem ciemnoskórą dziewczynę. Ale to nie ona przykuła jej uwagę. Bardziej znaki rozrysowane na drewnianej podłodze.
Nie uszło to oczywiście uwadze bruneta, który bez skrupułów wpatrywał się w więzioną kobietę.
          -Witaj, Śpiąca Królewno. Wybacz za niedogodności, ale wolałbym pozostać w całości podczas naszej rozmowy... – Arogancki ton i sposób w jaki na nią patrzył... To działało jak czerwona płachta na byka. A szczególnie w chwili, gdy mieli do czynienia z kimś takim, jak Ona.
          - Nie wiem, czego chcecie, ale to co robicie, nie należy do rzeczy rozsądnych – odparła chłodno, niemalże obojętnie. Pomimo tego, że była przywiązana do fotela, miała na tyle swobody, aby zarzucić nogę na nogę, nieco też eksponując swoje dolne kończyny. Brakowało jeszcze skrzyżowania rąk dla efektu.
           - Rozumiem, że nie będziesz rozmawiać po dobroci... – Mruknął z nieco ironicznym uśmiechem.
           - Nie rób nic głupiego – rzucił młodszy z Salvatorów. Jego brat jednak zareagował cichym prychnięciem i pełnym pogardy spojrzeniem. Bezceremonialnie wszedł wewnątrz kręgu. Odważny, pomyślała z niejakim rozbawieniem, co dla normalnego człowieka byłoby zupełnie nie na miejscu. Wtedy poczuła chłodne, zaciskające się na jej przegubach w żelaznym uścisku dłonie wampira. Zaciśnięte zęby świadczyły doskonale o bólu, jaki jej sprawiał. Ale to była Ona! Przecież nie będzie się bała byle wampira, który myśli, że takimi gierkami sobie z nią poradzi.
           - A teraz, powiesz mi, kim tak naprawdę jesteś. A raczej, czym... Bo twoja krew jest zbyt... – pochylił się nad jej szyją, napawając się zapachem, który wydzielała. Niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju. Pieprzony wampir...
          - Damon! – Kobiecy karcący krzyk oderwał wampira od skóry nieznajomej. Niezadowolenie było tak widoczne na jego twarzy, jak obrzydzenie ze strony szatynki. Książkowe przedstawienie niechęci. Ta mała czarnulka jednak potrafiła nim potrząsnąć. Musiała się jej później przyjrzeć...
          - Już... – Ponownie oparł swoje dłonie na nadgarstkach więzionej kobiety. Tym razem jego spojrzenie stało się zupełnie inne. Nęcące, hipnotyzujące, a błękit jego tęczówek... – Teraz powiedz. Kim jesteś? Skąd znasz Pierwotnych? – A ten głos... Tak spokojny, przyjemny, przyprawiający o dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa. Aż nie potrafiła się oprzeć chęci odpowiedzenia na jego pytania.
        - Nazywam się Blanka Babette Tepes. Urodziłam się w 1456 roku w Hospodarstwie Wołoskim. Jestem przybraną córką Vlada Tepesa znanego również jako Vlad Palownik czy też Dracula...
  Miny zebranych mówiły niemalże wszystko. Od zaskoczenia, po zmieszanie słowami panny Tepes. Spojrzenie Damona skierowane ku swojemu bratu mogło znaczyć tylko jedno: mieli do czynienia z kimś o wiele starszym niż którekolwiek z nich. Co równało się jeszcze większym kłopotom, w jakie wpadli.
     - A jak poznałaś Elijah i Klausa? – Kolejne pytanie zadane przez Damona sprawiło, że przez moment się zastanowiła, jakby próbowała umiejscowić wszystko w czasie. Jej spojrzenie stało się puste, beznamiętne. Jakby to, co sobie przypomniała było aż nazbyt drastyczne i nieprzyjemne dla niej samej. Jednak odpowiedziała.
       -To był grudzień 1476 roku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz